Czyjkolwiek by to dzień nie był.

Dzień matki, dzień ojca, dzień babci, dzień dziadka, dziewczyny, chłopaka, łapania za biust i wiele innych szczególnych dni widnieje w naszych kalendarzach. Ilekroć gawiedź przypomina sobie o tym, że jest taki, a nie inny dzień ja się zastanawiam “po co?”.

Z jednej strony mam świadomość, że to swego rodzaju zabawa. Sposób na pokolorowania szarego dnia, który czyha na nas zaraz po wyczołganiu się spod kołdry. Z drugiej strony martwi mnie fakt, że dla wielu takie oznaczenie w kalendarzu jest swego rodzaju pretekstem.

Bo czy faktycznie musi być pierwszy czerwca, by sprawić swemu dziecku radość i pójść z nim do kina na ciekawą animację? Czy też sprezentować wielgachny zestaw klocków lego? Dzień dziecka jest tu pretekstem, specjalna okazją, która jest według mnie zupełnie niepotrzebna. Klocki ze sklepu nie znikają, a w kinie wciąż są jakieś ciekawe filmy. Według mnie nie potrzeba specjalnego dnia, by wykosztować się na którąś z powyższych przyjemność. Jednak nie jestem ojcem i dzieci nie mam.

Podobnie sytuacja ma się z dniem matki, ojca, babci czy dziadka. Co różni te dni od innych dni w roku? Poza kilkoma literkami w odpowiednim miejscu właściwie nic. Więc co stoi na przeszkodzie, by być cały rok uprzejmym dla członków swojej rodziny? Jeśli już mieszkasz sam, to zaręczam, że telefon do któregokolwiek z nich poprawi im nastrój, a wizyta na herbatę też nie sprawi nikomu przykrości. Oczywiście wszystko w ramach możliwości. Jasne jest, że jak dzwonisz z problemem to mogą powstać jakieś zatarczki. A nawet jeśli, wysłuchają, doradzą, zganią czy powiedzą “a nie mówiłem?” i przyznasz im rację, na przyszłość pamiętając życiową naukę.

Najmniej za to podobają mi się dni, które są na siłę “zabawne”. Dzień łapania za pośladki, za biust, całowania kogokolwiek czy wylewania wiadra wody na kuso odziane nastolatki (nie wiem, czy taki dzień został wyznaczony, właśnie go wymyśliłem). Osobiście nie podoba mi się moment, w którym ktoś narusza moją przestrzeń, próbując mnie macać czy lać wspomnianą wodą (lany poniedziałek też mi się nie podoba). Nie twierdzę, że takie przypadki miały miejsce po prostu nie rozumiem z jakiej racji w imię “dnia łapania za pośladki” miałbym łapać koleżankę za owe pośladki. Raz, że by więcej się do mnie nie odezwała. Dwa, że jest to naruszenie jej intymności, za które oberwałbym po twarzy. Niska to cena, owszem, ale nie chce mi się nawet obmyślać dodatkowych reperkusji. Po prostu są granice ludzkiej wolności i należy je respektować.

Wszystkie te dni mają wspólny mianownik. Mianowicie szacunek i uprzejmość do drugiego człowieka. Osobiście nie obchodzę dnia kobiet, ponieważ uważam, że kobiety należy szanować (i na swój sposób celebrować, ale to takie moje skrzywienie) niezależnie od dnia w roku. Tak samo nie rozumiem idei stojących za walentynkami. Gdybym miał partnerkę to, co jakiś czas sprawiałbym jej przyjemność tak zwanym “wypadem na miasto” czy innymi sposobami (tak, ten sposób też wchodzi w grę, świntuchy!).

Nie rozumiem też swoistej nagonki na ludzi takich jak ja. Wszystko powyższe to pewna zabawa, rozumiem. Jednak nie należy objeżdżać drugiego człowieka w sytuacji, gdy stwierdza “ja się z wami nie bawię, bo nie”. Jego wybór, nie należy tego w żaden sposób kwestionować.

Nie wspomniałem jeszcze o urodzinach czy imieninach, które dla większości są ważnymi wydarzeniami. Rodzinny obiadek, fura prezentów i wspólna zabawa z przyjaciółmi. O ile osiągnięcie pełnoletności jest czymś pokroju “Jestem teraz dorosły! Mogę napić się alkoholu zgodnie z prawem i odpowiadam za wszystkie swoje czyny samodzielnie!” tak obrzęd urodzin i imienin wywodzi się według mnie z innej kwestii. Kiedyś, dawno temu, kiedy śmiertelność dzieci była zdecydowanie wyższa, celebrowano każdy przeżyty rok. Twój jedno letni potomek mógł nie dożyć kolejnego roku. Miasto mogło zostać nawiedzone przez zarazę i dziesięcioletni synek mógł zejść z tego świata w przeciągu doby, dwóch, w zależności od draństwa, które przywiało.

Gdyby nie presja społeczna pewnikiem nie obchodziłbym swoich własnych urodzin (są w takim terminie, że niektórzy o nich zapominają, a inni pamiętają, bo są “przy okazji”). Rozumiem też brak asertywności i zabawę wraz z tłumem w różne “dni”. Nie osądzam, bo nie taka moja rola.

Może podchodzę do otaczającego mnie świata zbyt poważnie, nie mnie to oceniać. Tobie tym bardziej. Szanujmy się na co dzień, bez specjalnych okazji. A powinno być wtedy przyjemniej i weselej.

zdjęcia

  • Piękne hasła. Problem z tym, że w zabieganiu brak czasu, by codziennie celebrować miłość i szacunek do tych wszystkich osób. Dlatego doceniam ten głupi goździk w specjalny dzień.

    • Jeśli ktoś jest dla mnie ważny to potrafię wygospodarować czas na chwilę celebracji. A szacunek do drugiego człowieka powinien być bez względu na zabieganie czy zamotanie.

      • Mimo wszystko fajnie jest mieć te uroczyste dni, które się celebruje tylko we dwoje lub w gronie najbliższych. Wyrwane szarej, pracowniczej rzeczywistości. W czasach, kiedy czas zamienia się na pieniądz, wygospodarowanie specjalnego wieczoru to najlepszy prezent.

        • Zgadzam się. Tylko czemu te wieczory maja być wyznaczone przez twórcę kalendarza? To nieco tak jakby czekać na sygnał “to teraz wszyscy wsiadamy do autobusu numer XYZ”. Będzie nieco tłok.

          A i o rezerwację w restauracji będzie łatwiej. 😉

    • Problemem raczej jest zabieganie, a nie brak czasu.

  • Nie obchodzę dnia kobiet, walentynek, dnia chłopaka itd. również zawsze byłem podobnego zdania co ty. Dlaczego w ten dzień mam stawać na wyżyny, kupować kwiaty, zapraszać do kina czy restauracji. Robię to 364 dni w roku, tylko nie w ten dzień w który wypada “święto”.

    Co do lanego poniedziałku – traktuje to jako tradycje. Urodziny, imieniny? Nie są niewiadomo jakim wydarzeniem, ale odbieram życzenia i czasem sam je składam. Dla mnie to forma pamięci o drugiej osobie na co mogę sobie pozwolić raz w roku (zwłaszcza jeśli z daną osobą nie mam częstszego kontaktu)

  • Doceniać trzeba wszystkich i wszędzie, chociaż ja czasem uważam że takie święta są miłe, ale nie oznaczają jednodniowego uwielbienia i celebracji.

    • Uważam, że nie warto się ograniczać do jednego dnia. Ot.

  • Ania

    Co do wszystkich wymienionych przez Ciebie świąt to się zgadzam.
    Jednak nie w kwestii urodzin czy imienin, wynika to tylko i wyłącznie ze zwyczajów w mojej rodzinie. Zawsze przykładano dużą wagę do tego typu świąt (bardziej do imienin, bo kiedy kończy się np. 71 lat to nie jest to taki powód do celebrowania, jak mówi babcia). Spotykamy się niemal co miesiąc, bo zawsze jakoś tak wypadają imieniny, i choć czasem niezmiernie mnie takie spotkania wkurzają, to strasznie by mi ich brakowało. Jest to najlepszy z możliwych sposobów spotkań z rodziną. Oczywiście nie trzeba robić tego od okazji, bo nic nie stoi na przeszkodzie spotkać się ot tak, ale w dzisiejszych czasach kiedy wszyscy są zabiegani, cieszymy się na ten jeden dzień w miesiącu gdzie można razem usiąść do stołu, zjeść, pośmiać się, porozmawiać, czy chociaż na siebie popatrzeć.
    Życie jest tak kruche, że nigdy nie wiadomo kiedy tej drugiej osoby nam zabraknie.

  • Żeby psioczyć na dzień łapania za biust, phi! A poważnie to ciekawi mnie czy ktoś kiedykolwiek faktycznie “obchodził” to święto i jest nadal na wolności…

    • Owszem psioczę, bo nie widzę sensu w tym. A skoro i tak go nikt nie obchodzi to po kij jest w kalendarzu?

    • Neko Miko

      Ja miałam kiedyś nieprzyjemną sytuacje, że ktoś (znajomy ze szkoły) zacelebrował na mnie. Jako, że nie umiem reagować na takie sytuacje to nic nie powodziałam, stałam dalej, czułam, że szklą mi się oczy, dopaliłam papierosa i zgasiłam go na jego koszulce. Nie odzywałam się do niego dłuższy czas, ale w zasadzie, byliśmy już kwita to mi potem przeszło

      • Przykre, że takich jak Ty, którym się szklą oczy z tej okazji, jest więcej. Ten “dzień” jest swoistym żartem który według mnie jest głupi.

  • Dzień Dziecka jest na przykład po to, żeby zażyczyć sobie na Twitterze kredek i… je dostać. Wszystkiego najlepszego, Błażej 😉