Koniecznie na przekór.

Jest taka postawa, ostatnio bardzo często nazywana “hipsterstwem”, czasem trollingiem. Postawa, którą każdy z nas kiedyś zaobserwował albo nawet kiedyś przyjął. To postawa bycia w opozycji do całego świata. Często obserwuję osoby, które pomimo tego, że coś jest względnie dobre i prawidłowe stają okoniem w myśl “jestem w opozycji!”.

Na wszystko można spojrzeć negatywnie, stwierdzić, że się z tym nie zgadza, nie podoba mi się i ogólnie jest to do kitu. Nie szukając nawet pozytywów. Nie lubię odwoływać się do stereotypu, niestety my-Polacy bardzo często jesteśmy takimi malkontentami z domysłu. Częściej niżbym chciał, słyszę zewsząd narzekania na czym świat stoi i rozwiązanie jakoby spalenie wszystkiego i zrobienie “po naszemu” byłoby prostsze. Jest w tym nieco sensu, ale wykonanie leży i kwiczy, na całej linii.

Żyjemy w czasach powszechnej globalizacji. Z wyjątkiem kilku azjatyckich wiosek czy też afrykańskich plemion, wszędzie dostępne są mniej-więcej te same produkty oraz informacje. Ma to swoje plusy, powszechny dostęp do dobrobytu, jak i minusy, rozmycie lokalnego folkloru, jak każde rozwiązanie. To od naszej osoby zależy, jak ocenimy to oraz inne zjawiska.

Wszystko staje się podobne, każdy zachowuje się względnie tak samo. Pojawia się człowiek, który postanawia pójść na przekór prądowi rzecznemu i momentami mam wrażenie, tłuc się z kolejną napotkaną osobą. Tłuc na światopoglądy, na “mojsze i twojsze”. Często tacy ludzie wychodzą na brzeg i formują się subkultury, jednak kiedy jeszcze taki ktoś jest zagubiony i nie za bardzo wie, dokąd chce iść, jest bardzo, ale to bardzo irytujący.

Sam wielokrotnie wychodziłem na brzeg, przed szereg. Spoglądałem wtedy na rzekę i przyglądałem się temu, jak płynie. Ogólnie rzecz biorąc, nie jestem zadowolony z tego bagna, które jest po drodze. W rzece pływa wiele syfu i innych śmieci, jednak w przeciwieństwie do śmiałków opisanych wcześniej nie biorę kija i nie zawracam nim Wisły. Mógłbym szarpnąć się na ten wyczyn, jednak nie widzę w tym głębszego sensu. Nurt rzeki by mnie porwał.

Nie piszę tych słów z zamysłem, by pacyfikować takich, którzy tego kija dobywają. Po prostu nie lubię dostawać takim kijem po twarzy. I choć zazwyczaj #nienarzekam, tak w chwili, gdy to robię, robię to po cichu. Na swoim brzegu, nie naparzając nikogo kijem. Krzyczenie głośno, że oto kolejna rzecz idzie nie po mojej myśli, sugeruję, że okrzyknąłem się samozwańczym władcą lądów i mórz. Czasem, gdy napotykam na swojej drodze człowieka który, wypowiada się elokwentnie, do tego z kurtuazją, ale jest w totalnej opozycji do mnie i szerszego grona znajomych mam ochotę takiego człowieka zakneblować i wysłać w podróż w poszukiwaniu jego utopii.

Brzmi to, jakbym zamierzał rzucić się na kogoś z nożem w zębach i berserkerskim okrzykiem na ustach. Jednak chodzi mi o nieco co innego. Taki człowiek ma zamknięty umysł i nawet nie próbuje przemyśleć czyjegoś światopoglądu. Jest nastawiony “koniecznie na przekór”. Odrzuca możliwość podejścia do sprawy inaczej niż jego własne i momentami mam wrażenie, że je zwalcza. Trochę na wyrost, ale często podobna sytuacja ma miejsce, gdy kler próbuje po raz kolejny i kolejny nawrócić kogoś innej wiary na swoją wiarę. Przykład dobitny, ale obrazujący odpowiednio co mam na myśli. Chyba.

Bądźmy różni z poprawką na wspólne elementy. Każdy z nas jest człowiekiem należącym do tej bądź innej społeczności, z takimi, a nie innymi przywarami. Swoje “widzi-mi-się” wsadź do kieszeni i na dłuższą metę nie wsadzaj na sztandary. Napsujesz krwi i sobie i otoczeniu.

zdjęcie

  • Podpisuję się pod tym obiema rękami. A już abstrahując od tematu, to bardzo lubię blogi, które prezentują się od strony wizualnej tak jak ten – minimalistycznie i przejrzyście. Rewelacja.