Niemy oklask.

Gdy rozbłysną światła a widownia uzbrojona w odzienie wierzchnie, rozpocznie swoją wędrówkę ku drzwiom wyjściowych, nieruchomy zostaję ja. Siedzący na swoim krześle w kinowej sali, czytający pomykające po ekranie nazwiska. Bardzo częsta scena ta kończy moją wizytę w kinie. Zdarza się, że wraz ze mną na sali zostają może jeszcze trzy bądź cztery osoby.

Lista płac, bo o tym fragmencie filmu mowa, jest częścią filmu. Często udekorowana ciekawymi animacjami przy akompaniamencie tytułowej piosenki bądź też po prostu podkładu muzycznego. Moment, w którym czytając nazwiska współtwórców właśnie obejrzanego filmu, możesz się chwilę zastanowić nad świeżo co opowiedzianą historią.

Niestety, większa część widowni, gdy tylko na ekranie pojawią się słowa zwiastujące koniec, szturmuje na drzwi wyjściowe, jak gdyby wyganiał ich nieznośny fetor. Zamiast poświęcić te kilka minut na przemyślenia, biegną. Czym prędzej, byle szybciej.

Wiesz ile ludzi pracowało w pocie czoła, by można było zrealizować film, który trwa około dwóch godzin? Dużo. Bardzo dużo. Podczas produkcji “Birdmana” zatrudniono około 12,000 osób (zaznaczono to na końcu filmu), “Gone Girl” zaś zatrudniło 15,000 osób (j.w.). Produkcja “Władcy pierścieni” trwała łącznie osiem lat. Osiem lat by można było spędzić ponad sześć godzin na seansie o Śródziemiu. Jak wiele pracy włożone w te produkcje? Bardzo wiele. A większość widowni stwierdza “zobaczyłem, to zobaczyłem. Mogę iść, co mnie obchodzą twórcy?”.

Tak, jednak wysiedzenie tych kilka minut to oddanie szacunku twórcom. A przynajmniej ja to tak postrzegam. Jak bywasz w teatrze (jak nie to zapraszam) to zapewne zauważyłeś, że widownia nigdy nie staje się pusta przed ostatecznym opuszczeniem kurtyny. Owszem, ten i owy wybiegają prędko po kurtki (albo biegną na autobus), ale reszta widowni zostaje, by podziękować aktorom brawami. A nawet jeśli nie brawami to swoją obecnością. Jest to przyjemne, zapewniam.

Moje postrzeganie na tę kwestię zmieniło się od momentu, gdy sam uczestniczyłem w produkcji filmowej. Zacząłem jako asystent reżysera, skończyłem jako kierownik produkcji, kierownik planu, asystent “marketingu” i mogę się pochwalić jeszcze kilkoma pomniejszymi funkcjami. Jak to zazwyczaj przy produkcjach offowych (nie mylić offowej z amatorską) bywa, jedna osoba jest odpowiedzialna za wiele spraw. Choć nasza produkcja nie była jakaś ogromna, to do naszego filmu dołożyło się swoim czasem łącznie ponad 120 osób i firm. A to ledwie 30 minut krótkometrażowego filmu. W szczytowym momencie na planie było około 60 osób.

Mnie te wartości nieco przytłaczają. I kiedy pomyślę o tym, że te wszystkie kasowe filmy wyświetlane w kinach powstały przy kilku tysięcznej obsadzie (nie tylko aktorskiej) to… no po prostu jest mi głupio nie wysiedzieć tych kilku minut i nawet z telefonem w ręku (tylko by przeczekać moment, w którym i tak nic nie widzę na ekranie) odczekam i poczytam. A nuż widelec namierzę znajome nazwisko, by przekazać gratulacje albo krytykę?

Jasne jest, że tytułowy oklask do twórców nie dotrze. Chyba że jesteś na premierze gdzie pilne oko reżyserskie może Cię wyłapać z tłumu. To skrajny przypadek, rzadko kto ma do czynienia z twórcami filmów, szczególnie tych zagranicznych (piszę o perspektywie warszawiaka). Jednak gdy uświadamiam sobie, że za bilet do kina zapłaciłem jakieś 30 złotych, a ludzi w produkcji jest tak z 10,000… to mam wrażenie, że jedyne czym mogę tym ludziom zapłacić, to mój czas (pięć minut, w porywach do dziesięciu), jaki poświęcę, czytając ich nazwiska.

Czemu mam niemal pewność, że moje pieniądze do tych ludzi nie dotrą? Obetnij od tego marżę kinową, dystrybutorską, produkcyjną i podziel na ilość zaangażowanych. Może dwa grosze na łepka wyjdzie. Zatem zapłata moim czasem jest najlepsza.

Dlatego, choć czasem mną nosi, po nieudanym seansie, to na każdym filmie siedzę do końca. Taki mój malutki gest widza do twórcy. Ciebie zachęcam do tego samego. To tylko kilka chwil Twojego czasu. A jak wiemy, czas jest najcenniejszą walutą, jaka jest na świecie.

Miłego seansu!

źródło zdjęcia

  • Ojej, to jest nas więcej? 🙂
    Też zawsze zostaje do końca. To chyba nasze, filmoców, specyficzne podejście. Bo wiemy. Po prostu wiemy ile to pracy, uwagi i ludzkich dobrych chęci i nie rzadko za darmo oddanego czasu.

    Jedyne z czym się nie do końca niestety zgodzę to oklaski w teatrze.
    Moja mama pracowała w Operze. Na scenie. W chórze. Nierzadko i ja, jako mały i ciut większy szkrab czy podlotek miałam okazji na scenie się pojawić. I wiesz co? Już te ponad 10 lat temu ludzie nie szanowali twórców. Ze sceny to baaardzo, bardzo widać.
    Owszem zostaje ogrom ludzi, ale to nie 3 osoby opuszczają salę przed kurtyną. To było prawie 40%. Serio.
    Ludziom się wydaje, że jak zapłacili to chyba moga mieć w nosie czy jak? A to jest najgorszy policzek dla twórcy. Kiedy on się kłania Tobie w podziękowaniu za poświęcony czas widzi Twoje plecy, dupę czy cokolwiek innego bo Tobie się spieszy do wyjścia wiec masz w dupie to, że ktoś pół roku pracował na to byś miał 4 akty pęknie zaśpiewanej i zagranej opery..
    Wielu polaków wciąż nie umie obcować z kulturą.

  • Staram się robić podobnie, może w mniejszym stopniu dla wczytywania się w nazwiska na ekranie, bo te studiuję ze spokojem na filmwebie. Głównie dla tej chwili refleksji. Zwłaszcza, że filmy, które wybieram najczęściej mają coś w sobie, są mocne, rzadko wybieram się na produkcje lekkie, przyjemne i do zapomnienia. A to wymaga tego momentu na uspokojenie się w sobie 🙂