Ten z Warszawy.

Urodziłem się w Warszawie, na ulicy Inflanckiej. Mieszkam w mieście stołeczny od urodzenia tak jak moi dziadkowie i pradziadkowie (na pewno jedna linia do okolic 1870 roku). Co czyni mnie “prawdziwym warszawiakiem”. Nie obnoszę się z tym na co dzień, bo i nie czuję potrzeby. Jednak boli mnie jedna rzecz.

Boli mnie moment, gdy podczas wizyty u znajomych w innym mieście, reszta towarzystwa zaczyna patrzeć na mnie krzywym wzrokiem. Bo jestem z Warszawy. Nie rozumiem jak ta sytuacja może się różnić od tej, gdybym był z Wrocławia, Gdańska, Łodzi, Krakowa, Poznania czy innego większego miasta. To tylko miasto. Miejsce zamieszkania kilku tysięcy ludzi, z infrastrukturą miejską. Nic więcej.

Często też słyszę, że Warszawa jest głupia, bo tu się wszyscy gdzieś śpieszą. Wydaje mi się, że w Krakowie, Łodzi, Poznaniu czy Wrocławiu też można spotkać spieszących się ludzi. Powodów pośpiechu może być wiele jak zwykle. Tylko uogólniane jest to zwykle do Warszawskich “cech”. Podobnie z wszechobecnym brudem i zanieczyszczeniem. Fakt, relatywnie do Poznania czy Krakowa jest tu mniej terenów zielonych, co może wpłynąć na postrzeganie i przytłoczenie “miejską dżunglą”.

Najpewniej jestem nie obiektywny w swych osądach, jako że mieszkam tu od urodzenia. Jednak podczas wizyt w innych polskich miastach, nie czuję znaczących różnic. Komunikacja miejska jest nieco droższa, koszty utrzymania też. Za to płaca też jest wyższa a dostęp do kultury szeroko pojętej podobny jak w innych większych miastach.

Co zatem wyróżni Warszawę na tle innych polskich miast na tyle, że jest fe? Pewnie umiejscowienie tu ośrodków władz. Pałac prezydencki, Sejm, Ministerstwa rozesłane po całym mieście i jeszcze kilka innych instytucji, które mają tu swoje centrale. Relatywnie często bywają różne “blokady” demonstrantów, które mają przekazać rządzącym “Nie macie racji! Ta ustawa jest głupia!”. Szczerze powiedziawszy, nie odczuwam ich często. Blokują miasto w podobnym stopniu co organizowane w weekend maratony sportowe, czy inne imprezy okolicznościowe.

I choć mieszkam w tym mieście od prawie 23 lat, to wiem też jedno. Nie znam tego miasta. Kojarzę główną topografię, główne węzły komunikacyjne, kilka centrów handlowych i jako-takie centra dzielnic (Mokotowa, Pragi, Śródmieścia). Nie wiem gdzie, są pochowane przyjemne kawiarenki, nie mam zielonego pojęcia, gdzie są zabawnie brzmiące ulice (wiem gdzie jest ulica Dowcip!). Znajomi, którzy przyjechali do Warszawy te dwa-trzy lata temu i zostali tu na dłużej znają to miasto lepiej ode mnie, przyznaję.

Faktem jest, że sporą część mieszkańców stanowią przyjezdni. Potocznie zwani słoikami. Ludzie, którzy przyjechali do stolicy na studia czy do pracy. Niektórzy potrafią zachłysnąć się “Warszawskością”(jest taki przymiotnik?) i urwać kontakty ze swoimi dawnymi znajomymi, jednak są to nie liczne przypadki, jak wynika z moich obserwacji.

Gdy za dzieciaka wyjeżdżałem z Warszawy na wycieczki, zdarzało się, że po haśle “my z Warszawy” ludzie zaczynali na nas krzywo patrzeć. Tłumaczyli to gośćmi, którzy wcześniej odwiedzali owe miejsce i zachowywali się jak wsioki. “Trawa z butów wyłazi” i tego podobne komentarze towarzyszyły ich wspomnieniom. Jak teraz zgaduje, gospodarze mieli do czynienia z tymi zachłyśniętymi Warszawiakiami.

Chciałbym pewnego dnia wspomnieć o swoim miejscu urodzenia i usłyszeć “o, mamy same dobre wspomnienia z mieszkańcami tego miasta”. Nie w sposób ironiczny, nie sarkastycznie, serdecznie i z radością.

Bo Warszawa to fajne miasto. Tylko czasem niedoceniane i postrzegane przez zły pryzmat.

zdjęcie

  • Absolutnie masz rację, na pewno jest to miasto jak każde inne. Natomiast ja kilka razy spotkałam się z Warszawiakami z syndromem “pana ze stolycy” i też trudno mi obiektywnie patrzeć na kolejnych poznawanych z tego miasta ludzi. No przepraszam, po prostu tak jest.

    I bardzo trudno niestety z tego stereotypu wyjść. Bo ja mieszkam i żyję w (heheszki) Sosnowcu i też szlag mnie trafia, kiedy wiecznie jest obiektem żartów. Pocieszam się, że Przemek Pająk też w Sosnowcu mieszka i sobie chwali, więc jakiś atut mamy. 😉

    Ale podsumowując – myślę, że dorośli ludzie zawsze będą Cię oceniać jako osobę, a nie przez pryzmat Twojego pochodzenia. Po tym zresztą oddzielisz tych z którymi warto przebywać od tych, z którymi nie. Głowa do góry. 🙂

  • A ja jestem takim słoikiem. Studiuję w Warszawie, mieszkam w Warszawie, ale ciągle jakoś bliżej mi do mojej małej, podwarszawskiej, rodzinnej miejscowości. Tak po prostu. Bardziej ciągnie mnie do terenów zielonych, spokoju i ciszy. Warszawa potrafi przytłoczyć człowieka, chociaż pewnie jest podobnie z innymi większymi miastami (niewiele ich zwiedziłam, przyznaję). Dla mnie to przede wszystkim miasto z historią, którą chętnie poznam, możliwością rozwijania się, a także z fajnymi miejscami, do których można skoczyć. Czy mogłabym w niej jednak żyć na stałe? Raczej nie, bo jednak preferuję coś, co nie jest komunikatywnym hałasem, snobistycznym spojrzeniem (syndrom podrobionego warszawiaka) czy szkłem i betonem (“Przedwiośnie” mi się przypomina”).

    Co do tego, że ludzie się śpieszą – ja uważam, że ludzie w ogóle zbyt wielką wagę przywiązują do tego, aby wiecznie być w pędzie. Gonią gdzieś, biegną, mijają kolejne ulice nie oglądając się za siebie. W Warszawie jest to najbardziej widoczne, bo mieszka w niej bardzo wiele osób.

    Jeśli chodzi o samych ludzi – z przykrością stwierdzam, że niewielu rodowitych warszawiaków znam, ale na pewno nie jest tak, że każdemu osobnikowi z tego miasta słoma wychodzi z butów.

    Bardzo fajnie czytało mi się ten wpis. Na pewno jeszcze do Ciebie zajrzę, jak tylko będę miała chwilę wolnego czasu na spokojną kontemplację.
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    somethingdiffernet-imagine.blogspot.com