Tresowanie smoków po raz wtóry!

Do polskich kin powolutku wkracza długo przeze mnie wyczekiwany film: “Jak wytresować smoka 2”. Jest to bezpośrednia kontynuacja poprzedniej animacji studia Dreamworks (to Ci od Shreka, Kung-fu pandy czy Madagaskaru — na wypadek, gdybyś pomylił z Pixarem/Disney’em), która do kin weszła w roku 2010.

Akcja filmu dzieje się pięć lat po poprzedniej przygodzie. Mieszkańcy Berg zżyli się ze smokami i tworzą wspólną społeczność, przykładem czego są pokazane w trailerze Smocze wyścigi. I tak właściwie to tyle, jeśli chodzi o akcję w samym Berg. Reszta filmu dzieje się w krainach niby to odległych, niby to “za rogiem”.

Więcej szczegółów nie chcę ujawniać, by nie zepsuć Ci zabawy, jeśli jeszcze nie byłeś w kinie. Napiszę jeszcze tylko, że to nie jest takie zwykłe “huzia na juzia” jak sugeruje powyższy trailer. Teraz postaram się przytoczyć te elementy, które mi się podobają w obydwu częściach.

Po obejrzeniu pierwszej części po głowie łaził mi cały czas soundtrack z filmu. Tu jest podobnie, co prawda obydwie części mają motyw przewodni o brzmieniu “Test Drive” ale dzięki temu jest to spójne (Piraci z karaibów za taki motyw przewodni mieli “He’s a pirate!”). Bardzo się z tego powodu cieszę, bo poprzedni soundtrack skomponowany przez Johna Powella znam niemal na pamięć i jest energetyzujący, a ja się do tego doda obraz… ach!

Ze Spotify:

oraz z Google Play Music.

Polecam zamknąć oczy i posłuchać tej muzyki spośród chmur.

Smoki z krainy wikingów są… “kociaste”. Co rozumiem przez słowo “kociaste”(właśnie je wymyśliłem)? Zachowują się jak takie duże i inteligentne koty. Bieganie za odbiciem błysku na ziemi, mruczenie przy drapaniu za uchem, zajadanie się rybą to są zachowania znane mi dotąd z opowieści o kotach (sam kota nie mam) a tu smok, który zionie błyskawicami, gazem czy innym ogniem a w międzyczasie… tarza się w trawie. To jest tak bardzo pocieszne (ktoś inny napisałby, że jest to słodkie… oh wait!). Nie raz nie dwa, zamiast zwracać uwagę na rozmawiających bohaterów, nabijałem się z rozrabiających w tle smoków, naprawdę zabawny widok. Jednak w chwili, gdy napięcie rośnie koto-smoki pokazują pazur. Ukazane akrobacje powietrzne mogłyby w 3D (byłem na wersji 2D, na 3D chadzam do IMAXa) wprawić w niezłe zawroty głowy. Te akrobacje! Tylko się szczerzyć wraz z Czkawką, który właśnie zrobił korkociąg, zwód i beczkę pod ogonem jakiejś morskiej bestii… też tak chcę!

Jednak historia ta nie byłaby taka ciekawa, gdyby nie jeźdźcy. W poprzedniej części poznajemy Czkawkę, Astrid, Sączysmarka, Śledzika oraz rodzeństwo Mieczyka i Szpadkę (ponoć głupie imiona odstraszają demony). Wszyscy oni rozwijają się wraz z wiekiem (przypomnę, między pierwszą częścią a drugą jest pięć lat fabularnego odstępu), choć w fizycznym tego słowa znaczeniu niewiele się zmienia. Owszem panom przybywa młodzieńczy zarost, do tego Czkawka przestaje być drobny, a staje się młodzieńcem słusznych rozmiarów. Poza główną parą bohaterów (Czkawką i Astrid) tak właściwie nie wiemy wiele więcej o rodzinnych przeżyciach pozostałej czwórki.

A skoro już o Czkawce i Astrid mowa w kontekście głównej pary… bardzo mi się podoba sposób, w jaki rozwinął się ich związek. Tak właściwie od początku filmu widać, jakim wsparciem Astrid darzy Czkawkę i jak ten dostrzega to wsparcie. Choć sam leci czasem na łeb na szyję, by zrobić wszystko po swojemu.

Czkawka nie zmienił się zbytnio względem poprzedniego filmu, owszem wydoroślał wizualnie, ale jest wciąż tym samym młodzieńcem, którego zostawiliśmy pod koniec poprzedniej części. Chodzi mi tu o Czkawkowe zacięcie do konstruowania narzędzi (Ja chcę zrobić taki miecz z płomieniem! Musi być jakiś sposób!) wszelakich, w tym stroju lotnika, który jest przygotowany tak właściwie na każdą okazję. Kompas, zapas kartek do mapy, ołówek, nóż na przedramieniu, “skrzydła” i pewnie wiele innych komponentów, które były w ten strój wmontowane i… jejciu, czaderski był! Nie zdziwię się, jeśli na którymś konwencie Fantastycznym ktoś odtworzy ten strój, bo według mnie jest on możliwy do wykonania. Przez ten strój autorzy zaznaczali, jakim to Czkawka jest kombinatorem i “gadgeciarzem” (i ta obracana proteza!). Dzięki czemu się z nim jeszcze bardziej utożsamiłem niż w poprzedniej części.

Jeśli będę opisywał dalej bohaterów i wydarzenia to zaraz popsuję wszelkie niespodzianki, które czają się w tej animacji. Jest tu dużo humoru i napięcia, wyważone i przedstawione w sposób dogodny dla mnie (ale ja dziwny jestem).

Chciałbym teraz przejść do kwestii technicznych. Podczas oglądania filmu zwróciłem uwagę na kilka.

Animacje są wprost przecudne! Jeśli miałbym wybrać którą z wytwórni filmów animowanych (Dreamworks vs. Pixar) bardziej wielbię byłby to Dreamworks. Charakterystyka tego uniwersum wydaje się nieco… plastelinowa jednak w sytuacji, gdy w kadrze mamy bohatera to można dopatrzyć się zarostu (lichego, bo lichego, ale można)! A u smoków są widoczne drobne łuski! Włosy Stoika Ważkiego na zbliżeniu to myślałem, że zacznę liczyć. Och i ach! Bardzo mi się podoba ta stylistyka animacji.

Jedyny techniczny mankament, jaki napotkałem to “lip-synch”, synchronizacja dźwięku z ustami postaci. W niektórych miejscach wyraźnie nawalała. Nie wiem, czy to przez wzgląd na tłumaczenie, które mogło nie łapać się w ustach, czy o co chodziło… detal, na który szybko przestałem zwracać uwagę.

“Jak wytresować smoka” było dla mnie swoistym wprowadzeniem do krainy, w której znajduje się Berg. W drugiej części poznałem tę krainę nieco lepiej. Do tego śmiałem się często z humoru sytuacyjnego i łaziły po mnie dreszcze napięcia w wielu “podbramkowych” sytuacjach. Do tego stopnia, że rozważam ponowny spacer na ten film… może tym razem do tego słynnego 4DX?

A Ty? Widziałeś pierwszą część i wyczekujesz drugiej? Nie widziałeś żadnej? Czy już masz zaklepany bilet na najbliższy czwartek (przedpremierowy pokaz) bądź piątek do swojego kina?

  • No to koniec! Nie rozstanę się z tą playlistą już nigdy :3

    • Ojć!;) To teraz pytanie ile razy obejrzysz obydwie części 😉

      • Pierwszą widziałam tylko raz, ale coś czuję że po dzisiejszym seansie dwójki, szykuje się powtórka! 😀

        • Dla sceny testowania siodła i końcowego pojedynku w chmurach warto obejrzeć kilka(naście?) razy 😉